WYWIAD Z NATALIĄ TOMASIEWICZ LAT 73 , MIESZKAŃKĄ PRZEDWOJENNEGO ROZKOPACZEWA, KTÓRY PRZEPROWADZIŁA AGATA TOMASIEWICZ (WNUCZKA) W DNIU 09.10.2004

Agata: Lubartowski pejzaż kulturowy. Rodzina. Z ilu członków składała się twoja rodzina?

Natalia: Sześcioro dzieci i dwoje rodziców.

A: Jakie były relacje między rodzicami i dziećmi?

N: Raczej dobre. Tak, raczej dobre.

A: Jaki był status majątkowy rodziny?

N: Mieliśmy cztery hektary ziemi. Status? O co chodzi? Z czego się rodzina utrzymywała?

A: Tak.

N: Z rolnictwa.

A: Jaki był poziom wykształcenia jej członków?

N: Niepełny podstawowy.

A: Jaki był stosunek rodziny do innych narodowości zamieszkujących przedwojenny Rozkopaczew?

N: No, można mówić, że prócz Polaków było trochę Żydów. A stosunki między nimi, można mówić, były dobre. Innych narodowości tam nie było, ale Żydzi byli i miałam nawet koleżankę Żydówkę. Fajga się nazywała. Poznałyśmy się na podwórku. Pamiętam, była w moim wieku, miała też brata, ale nie pamiętam, jak się nazywał. Ubierała się podobnie jak ja. Mieszkała niedaleko, około 100 metrów od mojego domu. Jak się bawiłyśmy? W sobotę Żydzi mieli swoje święto i pamiętam, że nie mogli wtedy nawet trawy urwać. A my urządzałyśmy konkursy, kto zerwie więcej trawy. Fajna była.

A: Dom rodzinny. Gdzie znajdował się dom rodzinny? W jakiej dzielnicy, w jakim sąsiedztwie?

N: Podedwór się nazywała ta ulica.

A: Jak wyglądał dom rodzinny?

N: Było dwa pomieszczenia: jeden pokój i jeden ,,alkisz”. Tak się kiedyś mówiło.

A: Jak wyglądał od wewnątrz? Jakie były w nim meble?

N: Meble? Były łóżka, jakieś ławy były, stół był do jedzenia i to wszystko. Taka była mała placóweczka. Nie tam, gdzie teraz mieszka mój brat Janusz, dom był dalej .

A: Czy masz jakieś szczególne wspomnienia związane z domem rodzinnym?

N: No tak, tak... Rodzinka była taka, że wszyscy się lubili, tak jak teraz jest, tylko się jedno drugiemu ustępowało miejsca ,,po starszemu”, każdy wiedział, co należy się młodszemu, a co starszemu.

A: Kto był twoim sąsiadem w okresie międzywojennym? Jak wyglądały stosunki sąsiedzkie? Były one zażyłe, czy antagonistyczne?

N: Po wojnie zmieniło się dużo. Po wojnie to już... Nie wiem, o co by tobie najbardziej chodziło

A: Jak wyglądały stosunki sąsiedzkie?

N: Kiedyś się ludzie szanowali i dobrze było. Miałam wielu sąsiadów. Jedni mieli więcej ziemi, drudzy mniej. Często się z sąsiadami rozmawiało i pożyczało się od nich chleba, soli, nafty. Wszystko się pożyczało.

A: Dzieciństwo. Co najlepiej pamiętasz ze swojego dzieciństwa?

N: To, że musiałam pracować, gęsi paść, matka mi wcześnie umarła i musiałam dużo robić w gospodarstwie. W twoim wieku byłam już gospodynią. Już zajmowałam się domem.

A: Jak wyglądały podwórkowe zabawy? Czy pamiętasz swoją ulubioną?

N: W czarnego luda, pomidora... To były bardzo dobre zabawy.

A: Jak wyglądała gra w czarnego luda?

N: Odliczało się i były dwie grupy. Ktoś był czarnym ludem. Jedni drugich łapali. Tak jak boisko było, to przelatywali z jednej strony na drugą i trzeba było złapać. Już dokładnie nie pamiętam, ale kto został, to był tym czarnym ludem i później znowu musiał łapać wszystkich. Czarny lud... Była jeszcze zabawa w barana, ale nie pamiętam, jak w to się bawiło. To były dobre zabawy. Na podwórkach się w to bawiło.

A: Jak wyglądały stosunki dzieci pochodzących z rodzin o różnym pochodzeniu społecznym, politycznym, etnicznym?

N: Mnie to nie dotyczyło. U nas tego nie było. Nie było dużo dzieci innej narodowości. Sąsiedzi się między sobą bawili. Różnic etnicznych, jak teraz są, to wtedy nie było.

A: Jak rodzice traktowali swoje dzieci, a dzieci rodziców?

N: No, mnie się wydaje... Mnie się wydaje, że dobrze. Na przykład ja, w twoim wieku, musiałam mieć już trochę obowiązków. Musiałam pójść kartofli ukopać, przygotować coś na kolację, jak mama przyjdzie z pola, to żeby było już coś przygotowane, robota była już trochę podzielona.

A: Czy dzieci odnosiły się z szacunkiem do swoich rodziców?

N: Można tak mówić, jak na moim przykładzie, to bywało tak, że dziecko się słuchało i bywało też tak, że było nieposłuszne.

A: A jakie kary stosowali rodzice względem swoich dzieci?

N: Ja wiem? Najczęściej lanie trokami. Matka miała fartuch i ten fartuch miał takie sznurki i po plecach, po plecach...

A: Szkolnictwo. Jak wyglądało życie szkoły w okresie wojennym i międzywojennym?

N: W międzywojennym to jeszcze nie było szkoły, jeszcze chodziłam po domach, uczyć się chodziłam po domach. Dopiero później, to chyba było jeszcze przed wojną, to już była nowa szkoła, której teraz już nie ma. Tamta szkoła została sprzedana, a teraz już jest szkoła powojenna. Ale ja jeszcze chodziłam po domach w Rozkopaczewie.

A: Jakich pamiętasz nauczycieli ze swojej szkoły?

N: Pamiętam, pamiętam jednego pana, Różycki się nazywał. Inni też byli, ale jednego pamiętam najbardziej. Różycki... Pamiętam, jak ładnie śpiewał, a więcej nie pamiętam. Zapomniałam nazwisk. Nauczyciele to byli spoza Rozkopaczewa, teraz już nie ma takich.

A: A czy nauczyciele byli surowi?

N: Raczej tak. Raczej tak, bo ,,łapy” były. Biło się, biło po łapach.

A: Jakich uczniów pamiętasz ze swojej szkoły? Czy byli wśród nich uczniowie nnych nacji? Jeśli tak, to jak wyglądały ich stosunki z nauczycielami i innymi dziećmi?

N: Nacji innych nie było, a tych co pamiętam, są takimi samymi babkami, jak ja dziś. Ale dużo już moich koleżanek nie żyje.

A: Czego uczono w szkole z tamtych czasów?

N: Jak ja pamiętam, były ,,Stery” i były gazety tak jak dziś ,,Przyjaciółka”.

. Z tych ,,Sterów” się uczyło, były tam książki, a z przedmiotów był polski, matematyka, rysunki. Tyle się uczyło.

A: Jaki był zakres ocen?

N: Do pięciu. Od dwóch do pięciu.

A: Jakie pamiętasz święta szkolne, akademie bądź występy?

N: No, to dopiero, dopiero po wojnie. Akademie pierwszomajowe... A tak, to nie. Nauczyciele nie robili żadnych.

A: A jakiego typu były występy?

N: Występów nie było. Nie pamiętam, żeby w szkolnych latach były jakieś występy, kto by tam uczył, zaledwie trochę nas uczono czytać i pisać.

A: A jak wyglądały takie szkolne akademie?

N: Żadnych szkolnych akadademi za moich czasów nie było.

A: Tradycje rodzinne. Jak odbywały się święta w twojej rodzinie?

N: No, świętowano szczególnie Boże Narodzenie i Wielkanoc. Więcej żadnych świąt się nie obchodziło. Do Bożego Narodzenia to się przygotowywano solidnie, za moich dziecięcych lat, to jeszcze się słomę przynosiło do domu i nawet na tej słomie się spało po ,,postniku”. To pamiętam. Później ojciec przynosił taki snopek, trochę żyta stawiał i stało to, stało do Trzech Króli. Na święta ubierano się uroczyście, bywało, że na świąteczny ubiór to i się pół roku odkładało pieniądze. Szliśmy spać późno, nie wiem dokładnie o której, bo nie było zegarów. Jadło się śledzie, kluski z makiem, kapustę, kaszę z olejem...

A: A jak obchodzono święta Wielkanocne?

N: Wielkanocne święta? Tak jak ja pamiętam kościół, bo byłam chrzczona w kościele w Ostrowie, tam święciliśmy pisanki. Pamiętam też, że chodzili księża po domach w Rozkopaczewie. Święcili żywność i wszystko, co tam było. Jedliśmy głównie potrawy mięsne. I pamiętam oblewanie na Wielkanoc. Na święta się długo czekało, bo się post kończył i można było się najeść.

A: Czy dzieci pomagały rodzicom w przygotowywaniu się do świąt?

N: No, tak. Kto był w stanie, to pomagał. Sieczkę się rżnęło, buty trzeba było poczyścić...

A: Czy pamiętasz jakieś obyczaje, żywe w okresie międzywojennym, dziś już nie praktykowane?

N: Pamiętam, na Boże Ciało były procesje, ale nie tak dalekie, jak dzisiaj, raczej tylko dookoła kościoła, a więcej nic nie było. Wykopki były dopiero po II wojnie światowej, ale zapamiętałam taką tradycję związaną z nimi, że po kopaniu przychodził grajek, grał na skrzypcach i harmonijce, a my tańczyliśmy.

A: Czy rodzina miała jakieś szczególne tradycje dotyczące zawodu, zainteresowań, wykształcenia, przechodzące z ojca na syna?

N: Nie, raczej nie było. Mój brat był tkaczem, robił płótno z tego lnu, co się kiedyś uhodowało. Jak się tkało z lnu? Siało się len, jak urósł rwało się go w lipcu. Później trzeba było obtłuc nasienie, następnie kładło się go na łące na rosie na jakieś 2-3 tygodnie. Potem się brało pod międlicę i się międliło. Włókna lnu trzeba było wysuszyć w chlebowym piecu, a następnie pocierać pocieraczką. Potem się ,,szczotkowało” taką specjalną szczotką i przędło się kądziel. Później te nici się motało na łokieć- dziesięć pasem po trzydzieści nici. Potem tkacz robił płótno. Z tego się szyło koszule męskie, damskie, obrusy, prześcieradła, kalesony...

A: O co w rodzinie dbano najbardziej np. szczególny przedmiot, zastawa stołowa, książka, wartości np. honor?

N: Nie, najbardziej się ceniło, aby dziecko nauczyć pacierza. Rodzice o to dbali. Wiele rzeczy było poza naszym zasięgiem.

A: Czy w twojej rodzinie istniały jakieś tradycje światopoglądowe ( przywiąznie do jakiejś organizacji politycznej, religijnej np. AK)?

N: AK to nie, AK to był wróg w naszej rodzinie. W mojej wsi dużo ludzi zabili np. mojego kolegę, jak szedł z uroczystości pierwszomajowych, w Sernikach go zabili. W nocy przychodzili, napadali, uciekaliśmy wtedy do dołu. Gdzie kartofle się trzymało. A do wiary? Do wiary katolickiej byliśmy przywiązani.

A: Kuchnia. Czy pamiętasz jakąś potrawę, która kojarzy ci się z tamtymi latami?

N: Pamiętam. Jak się chleb piekło, to się i żur gotowało. Pamiętam to do dziś. Pamiętam, żur był bardzo dobry, a kartofle ,,na cało” i z żurem się jadło. Co więcej? Więcej to pierogi, masło swoje robione...

A: Co jadano w tamtych czasach najchętniej? Co było uznawane za rarytas, a co jadano najczęściej?

N: Jadano kaszę, groch w różnej postaci i takie zupy grochowe, czy inne jeszcze, jakieś kapuśniaki...

A: A co było rarytasem?

N: Ja wiem? Pierogi to był rarytas.

A: Jakie wyrabiano domowe przetwory? Czy pamiętasz sposób ich przygotowywania?

N: Wtedy to nawet jeszcze nie robiło się w słoikach, tylko w gąsiorkach się robiło sok. To pamiętam. Zasypywało się owoce cukrem i tak się sok robiło. Z wiśni i jagód.

A: Jaki był udział poszczególnych członków rodziny w przygotowywaniu pożywienia?

N: No, co ja ci mogę powiedzieć? Każdy wiedział, kiedy ma obierać kartofle. Kiedy ma zamieść mieszkanie bądź izbę...

A: Czy w przygotowywaniu niektórych potraw uczestniczyła cała rodzina np. w kiszeniu kapusty?

N: Do kiszenia kapusty to tak. Do kiszenia włączany był każdy, no może nie wszyscy, ale dużo członków rodziny. Jedno obierało, drugie głąby wycinało, inny jeszcze co...Ubijało się, nie deptało się, lecz ubijało się tłuczkiem. Był taki tłuczek...Ubijało się tłuczkiem kapustę.

A: A jak było z pieczeniem ciast i świniobiciem?

N: Nie pamiętam dobrze pieczenia ciast, raczej ciast się nie piekło, najczęściej placki drożdżowe i mazurki. Świniobicia też dobrze nie pamiętam.

A: Moda. Jak w okresie międzywojennym ubierałaś się?

N: Jak ja się ubierałam? Nie było, dziecko, wyboru. Wtedy nosiło się to co było. Od starszego się coś wzięło, czasem się tam coś kupiło, tak więc specjalnych strojów to wtedy tam nie było. Nosiło się stroje trochę dłuższe.

A: Jakie były najmodniejsze fryzury, elementy stroju?

N: Warkoczyki, ładnie wplecione wstążeczki, jak ktoś miał. No i takie było uczesanie.

A: Czy istniało zróżnicowanie stroju między mieszkańcami miasta, wsi, przedstawicielami poszczególnych zawodów, osób pochodzących z różnych środowisk ( społecznych, zawodowych, religijnych i etnicznych) ?

N: Na to nie potrafię odpowiedzieć. Nic nie zauważyłam.

A: Jak ubierali się chłopi, Żydzi, bogaci mieszczanie, sklepikarze, robotnicy, dzieci?

N: Ja w tym czasie byłam mała, mało widziałam jakichś sklepikarzy, bogatych mieszczan...

A: Czy istniała moda na posiadanie jakichś przedmiotów np. radia czy patefonu?

N: Nie było mody na radia, bo nikt nie słyszał radia. Nie przypominam sobie, żeby była moda na jakiś przedmiot.

A: Rozrywki. Jak wyglądały wesela w okresie międzywojennym?

N: Ładne wesela były. Przygotowywali się ludzie na swój sposób. Jak dzisiaj, zabijano świnie, robiono bardzo ładne ,, korowale”... Pamiętam, jak ,,korowal” był ubrany w cukierki. To był taki duży, upieczony placek, a na wierzchu jakimś sposobem, cukrem chyba, poprzyczepiane cukierki różnego koloru.

A: A czy były jakieś tradycje związane z weselami, ze ślubami?

N: Były tradycje. Pan młody, jak przyjechał do panny młodej, to jedni wychodzili przed dom, a drudzy pytali: czy nas chcecie, czy nas nie chcecie, jak nie chcecie to my pójdziemy... Takie przekomarzanie. Były różne tradycje, ale ja tak szczegółowo z okresu międzywojennego to nie pamiętam.

A: Jak spędzali czas mężczyźni (np. gra w karty, picie piwa), kobiety (np. plotki) i młodzież?

N: Na ten temat nie mogę ci wiele powiedzieć, bo nie pamiętam. Z graniem w karty się nie spotkałam, a jak się zeszli sąsiedzi, to sobie pogadali na ławce gdzieś pod jakimś płotem.

I tyle było rozrywki.

A: Czy organizowano zabawy taneczne, bale i jak one wyglądały?

N: Bale to nie, ale jakieś potańcówki to były.

A: A jak one wyglądały?

N: Tańczono boso, były podłogi na powietrzu robione i byli tacy, co trochę umieli grać, grali, a młodzi tańczyli ładnie. Wszyscy byli odświętnie poubierani. Do której godziny kto chciał, to się bawił. Ale ludzie też się często na nich bili, oj bili.

A: Gdzie wychodzili młodzi, aby poznać kandydatów na małżonków?

N: Różnie to bywało. Co ja ci tam będę plotła.

A: Gdzie mieszkańcy Rozkopaczewa spędzali niedzielne, letnie popołudnia (np. pikniki, spacery nad Wieprz) ?

N: Ludzie chodzili nad jezioro, pikników wtedy nie było, a najczęściej to zeszły się sąsiadki na ławkę, pod płot, czy na trawie posiedziały, pogadały i takie były międzywojenne spotkania.

A: Jak młodzież spędzała czas w grupie rówieśników ( kawiarnia, biblioteka itp.)

N: Absolutnie, takich rozrywek nie było! Kawiarni żadnych nie było, może jakieś knajpy, ja nic na ten temat nie wiem.

A: Czy w twoim domu rodzinnym było radio? Jeśli tak, co w nim nadawano?

N: Wtedy nie słyszałam o żadnym radiu. Po raz pierwszy usłyszałam je przed samą wojną, miał mój wujo radio, z niego usłyszałam o zbliżającej się wojnie. Nie wiem skąd wujek miał to radio, ale pamiętam, że go ukrywał. Słuchaliśmy go po kryjomu. A tak to w domu nie było żadnego radia.

A: Czy w okresie międzywojennym organizowano jakieś koncerty, wystawy, przedstawienia teatralne? Gdzie się one odbywały, kto był ich wykonawcą- miejscowi czy goście?

N: Na to pytanie nie potrafię ci odpowiedzieć. Nie było żadnych wystaw czy koncertów.

A: Czy mniejszości etniczne np. Żydzi mieli osobne życie kulturalne, czy też integrowali się z Polakami? Czy mieli swoje instytucje kultury np. biblioteka?

N: Ja wtedy byłam bardzo młoda i słabo pamiętam. Byłam jeszcze dzieckiem, jak Żydzi wyginęli w czasie okupacji.

A: Czy w okresie międzywojennym lub w czasie wojny istniała miejska orkiestra, klub sportowy, amatorski teatr, miejska gazeta?

N: Orkiestra strażacka? Strażacy byli, ale nie umieli grać. Gazety ani klubu sportowego też nie było.

A: Język. Czy w okresie międzywojennym język polski różnił się od współczesnego?

N: Było trochę gwary, było trochę różnic w mowie. Jak ja pamiętam, to na Michałówce, gdzie miałam rodzinę, mówiło się trochę inaczej w Rozkopaczewie. Tam bardziej się kładło akcent na literę ,,a”.

A: Czy mieszkańcy wsi i miast posługiwali się nieco innymi odmianami języka?

N: Chyba tak.

A: Jak porozumiewali się ze sobą Polacy i mieszkańcy mniejszości etnicznych? Używali oni języka polskiego czy też mieszanki polskiego z językami mniejszości?

N: Nie wiem...

A: Jakich języków obcych uczono w ówczesnej szkole?

N: Żadnych obcych języków, dobrze, że polskiego trochę uczono.

A: Miejsca. Jak wyglądał Rozkopaczew przed wojną?

N: Jak wyglądał? Kiedyś w Rozkopaczewie aż do Wólki było bardzo duże zagęszczenie domów. Ten Rozkopaczew, który jest teraz, kiedyś zajmował znacznie mniejszy obszar. Było znacznie większe zagęszczenie ludzi.

A: Czy były miejsca bądź dzielnice: gorsze- lepsze, biedne-bogate, zadbane-zaniedbane? Jakie miejsca w Rozkopaczewie najlepiej było się nie zapuszczać?

N: Nie, nie było aż tak wielkich różnic. Jakieś tam różnice były- kto miał więcej ziemi był bogatszy, kto mniej- biedniejszy, ale żeby się tak odróżniali jak dzisiaj...Tego nie było.

A: Które części Rozkopaczewa były dzielnicami handlowymi, a które mieszkalnymi?

N: Rozkopaczew był mały, tam były tylko dzielnice mieszkalne. Były tylko małe sklepiki, ale to przeważnie Żydzi prowadzili. Do takich sklepików chodziło się tylko po cukier, naftę i czasem sól.

A: Jakie rejony zamieszkiwały mniejszości etniczne?

N: Nic nie wiem.

A: Jak w tamtych czasach wyglądały miejsca kultu różnych religii obecnych w Rozkopaczewie?

N: Kościołów katolickich było dwa w Rozkopaczewie. I Kościół Narodowy. Jeszcze niedawno widziałam krzyż pod dawnym Kościele Narodowym. Wiatr go przewrócił i leży. Pamiętam w którym miejscu był Narodowy Kościół, do dziś jest tam cmentarz. I przyjeżdża ksiądz tam podobno i trochę tam jeszcze odprawia . Ludzie się tam modlą.

A: Jak wyglądały praktyki religijne: katolickie, prawosławne, żydowskie? Kto był proboszczem parafii katolickiej, prawosławnej, a kto rabinem?

N: Ja pamiętam dwóch księży w kościele katolickim. Jeden się nazywał Borkowski, to ten był wcześniej, a później był Sikora. A tak innych nie było. W Narodowym też ksiądz był.

A: Jak wyglądała w tamtych czasach wyglądała msza katolicka? Czy w parafii istniał chór? Jeśli tak, to kto do niego należał i kto się nim opiekował?

N: Jak był kościół ,to był i chór. Ja wiem? Śpiewało w nim parę osób. I był organista, który zawsze grał. Nie wiem, czy to można nazwać chórem, ale zawsze ktoś w kościele śpiewał.

A: Gdzie można było kupić żywność, lody, tkaniny, narzędzia, a gdzie swoją siedzibę miały warsztaty rzemieślnicze?

N: Wszystko trzeba było sobie samemu zrobić. Trzeba było sobie samemu zrobić żywność. Po chleb się nie chodziło, trzeba było sobie go upiec. Chodziło się tylko po cukier i sól. Lodów nie było. A narzędzia? Był kowal i je kuł. Na przykład kopyto koniowi i różne narzędzia. Dużo narzędzi.

A:A gdzie swoją siedzibę miały warsztaty rzemieślnicze np. stolarz, ślusarz, szklarz, fryzjer, krawiec...?

N: W wiosce byli sami ,,fryzjerzy”. Chłop chłopu włosy obcinał. Każdy włosy obcinał, kto się odważył. Cukierników też nie było, w każdym domu był ,,cukiernik” i sobie ciasto robił, a tkaniny kupowało się, albo się tkało. Mój brat tkał. Z lnu.

A: Gdzie znajdowały się siedziby władz miejskich, gminnych, powiatowych? Kto był burmistrzem, wójtem, starostą i jak sprawował swój urząd?

N: Pamiętam tylko, że gmina była w Ludwinie. Ale ja już nie pamiętam, jaki tam był wójt. We wsi był tylko sołtys. Był on bardzo ważny.

A: Czy był postacią powszechnie poważaną?

N: Sołtys? Sołtys jest zawsze poważany.

A: W jakim stanie były przed wojną lubartowskie zabytki?

N: Nie wiem. W Rozkopaczewie też raczej zabytków nie było.

A: Gdzie spotykali się zakochani, a gdzie pijacy? Czy istniały jakieś miejsca spotkań towarzyskich np. kawiarnia?

N: Nie było kawiarni, a zakochani spotykali się gdzieś na ławce pod płotem. A pijak gdzie się upił tam leżał. Ale tak na poważnie, to nie było tak wielu pijaków jak dzisiaj.

A: Czy były w Rozkopaczewie miejsca, o których krążyły legendy np. miejsca w jakiś sposób przeklęte lub szczęśliwe?

N: Nie, nie pamiętam. Raczej nie.

A: Społeczeństwo. Czy przed wojną ludzie osiedlali się w Rozkopaczewie, czy też uciekali o innych, większych miast? Gdzie podróżowano najczęściej ( Lublin, inne miasta, zagranica) i w jakich celach ( zarobkowo, krajoznawczo )?

N: Ostrów w pierwszej kolejności, później Łęczna. No, a do Lublina było trochę dalej, ale tam też się niektórzy wypuszczali. To już trochę dłuższa trasa była.

A: Jak wyglądały wzajemne stosunki mieszkańców Rozkopaczewa i okolicznych wsi oraz mniejszości etnicznych ( Żydzi, Cyganie, Rosjanie ) ?

N: Nie było żadnych Cyganów i Rosjan, Żydzi byli, ale prędko się skończyli, jak tylko Niemiec przyszedł. A z innymi wsiami ,to było dobrze. Jak się kiedyś ,,poszarpali” to już nie ma co wspominać.

A: Czy Rozkopaczew w okresie międzywojennym był bogatą wsią, czy też biedną? Czy jego mieszkańcy byli nowocześni, czy też staroświeccy?

N: Ludzie byli zróżnicowani, jeśli chodzi o majątek, byli tacy, co mieli więcej ziemi i nawet konie mieli, a byli i biedniejsi. A mieszkańcy? Staroświeccy! I koniec.